czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 1 "Spotkanie"

*Ewelina*
     Wstałam niemożliwe wcześnie, a bynajmniej wcześnie w mojej wakacyjnej rachubie czasu  i po cichu zeszłam na dół dwupoziomowego mieszkania. Na dole, jeszcze na schodach zuważyłam kuzynkę. Oglądała jakiś serial, ale w chwili, w której usiadłam, by do niej dołączyć, zaczęły się reklamy.
 - Hej - wysapałam przecierając oczy.
 - Dzień dobry, ranny ptaszku - zaśmiała się blondynka.
 - Śmiej się - parsknęłam żartobliwie. - Która godzina? - zapytałam, zdając sobie sprawę, że rodziców nie ma. Magdy, mojej młodszej siostry też. Zapewne mama rano zawiozła ją do koleżanki.
 - Dziesiąta - odpowiedziała, zmieniając kanał.
     Szepnęła do siebie, że prawie wszystko po angielsku i dała mi pilota. Do mnie dopiero wtedy dotarło, która godzina, więc oburzonym tonem rzuciłam:
 - Mogłam jeszcze spać!
 - Jasne, tak do pierwszej, co? - zapytała ze śmiechem.
 - Na przykład...
    Po stwierdzeniu, że nie ma nic ciekawego, poszłyśmy zrobić sobie śniadanie. Zgodnie wybrałyśmy jajecznicę. Stwierdziłam, że wspólne gotowanie jest naprawdę fajne. Patka włączyła radio i wtedy właśnie, po usłyszeniu ją z torebki osenki mnie olśniło.
 - Wiedziałam! - zawołałam, sprawiając, że blondynka aż podskoczyła.
 - Co wiedziałaś? - spiorunowała mnie wzrokiem.
    No jasne! Stąd go znam! O rany! Zapewne znaczna część Angielek i nie tylko marzy, by zobaczyć ich chociaż na koncercie, a ja od tak po prostu sobie z nim gadałam! W dodatku jeszcze przyprowadził mi psa! A ja się posądzałam o wiecznego pecha!
   Spostrzegłam, że część jajecznicy wypadła z patelni na blat.
 - Możesz mi nie wierzyć, ale spotkałam tego, co śpiewa - powiedziałam, sprzątając.
 - Wierzę na słowo... - mruknęła pod nosem.
   Była widocznie zbyt zajęta dzieleniem pozostałości dania na pół, by mnie słuchać. Przywykłam. Mówią, że za dużo mówię.
 - Jadę do centrum, bo Nathan ma urodziny... - przypomniałam.
 - I? - gdybym czegoś od niej nie chciała, to bym nie urywała zdania, a ona doskonale o tym wiedziała.
 - Pojedziesz ze mną? - zapytałam.
 - Yhym! - mruknęła entuzjastycznie z jajecznicą w ustach, a po przełknięciu dodała: - Jasne, że tak.


*Patrycja*
     Za piętnaście minut miałyśmy autobus do centrum, więc wolnym krokiem zmierzałyśmy ku przystankowi. Szczerze, to w ogóle nie wiem, o czym mówiła Ewela po "wiedziałam!". Dostałam mniej śniadania, niż powinnam i liczę, że w centrum coś sobie kupię.
     Obserwowałam wszystko dookoła, obiecując sobie, że tu jeszcze wrócę. Ewelina kłóciła się z kimś przez telefon, zgaduję, że z Natem.
     Moja komórka wydała dzwięk przychodzącego SMS-a, więc wygrzebałam ją z torebki i odczytałam treść wiadomości. Natychmiast też odpisałam.

Paulina: Hej, jak wakacje? :)
Ja: Suuuper! Uwielbiam to miejsce! A twoje?
Paulina: Też super. Ale wiesz co???
Ja: Raczej nie wiem :P
Paulina: Będę na cztery dni w Dover! Od 17 lipca!
Ja: Jak?! Nie żartuj! :D
Paulina: Jedziemy samochodem na tydzień do Londynu, a tata ma kolegę w Dover :)
Ja: Juhu! Czemu ja nie wiedziałam, co?  O.o
Paulina: To była niespodzianka dla mnie ;) Muszę kończyć, paa, buziaki! :*
Ja: Paaa! :*

    Moja kuzynka jeszcze nie skończyła rozmowy, więc słyszałam fragmenty kłótni. W końcu zakończyła rozmowę i wrzuciła telefon do torebki.
 - Niech się wypcha - parsknęła pod nosem. - Nic mu nie kupię...
 - O co chodzi? - zapytałam ostrożnie.
 - Został na jakiejś imprezie, o której nie miałam bladego pojęcia. Jeszcze stamtąd nie wrócił - westchnęła, żeby się uskopoić. - Ale i tak idziemy do centrum.
 - Spoko -  odpowiedziałam. - Paulina przyjeżdża do Dover na kilka dni. Potem jadą do Londynu.
     Znały się, bo w Polsce Ew mieszkała ulicę dalej, więc widywały się dość często. Zresztą, całkiem nieźle się dogadywały.
 - Serio? Miło będzie ją tu zobaczyć - uśmiechnęła się, a ja już wiedziałam, że nie powinnam poruszać dzisiaj tematu Nathana.
   Oczywiście, za parę dni znowu będą wielce zakochani, ale puki nie minie jej złość, wolę mieć "dziób na kłódkę".
    Kiedy dotarłyśmy do centrum handlowego, najpierw chodziłyśmy razem, a potem rozdzieliłyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Kiedy tak oglądałam wystawy, zobaczyłam piękną sukienkę w kolorze morskim, na ramiączkach, ale z kwiecistym sweterkiem, który pasował idealnie do paska sukienki. Wedy spojrzałam na cenę, która była prawie trzy razy wyższa, niż mi się zdawało. Westchnęłam. Może wybłagam o nią na urodzniy, które są we wrześniu? Taki wcześniejszy prezent...
 - Ładna.
   Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka spotkanego wczoraj na plaży. Zszedł wzrokiem z sukienki i sporzał na mnie z uśmiechem.
 - Hej, Leondre! - powiedziałam.
 - Coś czułem, że jeśli gdziekolwiek cię kiedyś spotkam, to w sklepie - pokręcił głową, jakby nie wierząc, że przypuszczenie się sprawdziło.
     Zaczęliśmy iść w kierunku ławki pod fontanną. Fajna ta galeria!
  - Skąd te przypuszczenia? - uniosłam w rozbawieniu brew.
 - Dziewczyny zawsze są w sklepach - wzruszył ramionami.
 - Nie zawsze - sprzeciwiłam się ze śmiechem.
 - Ale prawie - zakończył temat. - Pamiętasz może, jak wspominałem o Charlie'm?
 - To ten, z którym miałeś się spotkać w S&I? - zapytałam, analizując rozmowę z wczoraj.
 - Tia... jest tu, więc mogę cię przedstawić - zaproponował, a ja kiwnęłam głową, więc wysłał mu SMS-a z informacją, gdzie jesteśmy.
 - Ej... a tak w ogóle, to gdzie wy mieszkacie? W sensie, teraz... w hotelu? - zapytałam.
 - Tak - odpowiedział. Tam w pobliżu zamku... - zaczął.
   Parsknęłam śmiechem.
 - Co? - zapytał zdezorientowany.
 - Wiesz, że apartamentowiec, w którym mieszka moja ciocia jest tuż obok?
 - Co za zbieg okoliczności - uśmiechnął się i wyciągnął telefon. - Na ile zostajesz w Dover?
 - Do połowy sierpnia - powiedziałam.
 - My wracamy pod koniec - poinformował. - Może dobrze by było wymienić się numerami?
 - Dobry pomysł - stwierdziłam, wpisując swój numer w jego komórce, podczas gdy on wpisywał się w mojej. - Ja jestem wolna niemal przez dwadzieścia cztery, więc możesz dzwonić i pisać, kiedy chcesz - uśmiechnęłam się.
 - Ty też - odpowiedział tym samym.
     W tej chwili Leo wskazał na blondynka obładowanego torbami i reklamówkami, mówiąc, że to Charlie. Ja z kolei spostrzegłam, że z drugiej strony idzie Ewela i powiedziałam brunetowi, że to moja kuzynka. Charlie i Ewelka zauważyli się i ku mojemu i Lea zdziwieniu powiedzieli w tym samym czasie, z uśmiechem:
 - Ewelina?
 - Charlie?
 - To wy się znacie? - Leondre uprzedził mnie w pytaniu. Był równie zdezorientowany, jak ja.

*Przeczytałaś/eś - zostaw komentarz*

18 komentarzy:

  1. Przyczytalam-zostawilam komentarz ;) Ps Jest SUPER!!!! Kiedy Next?

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ����

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest EXTRA!! Masz WIELKI talent. Czekam na następny rozdział. Już nie mogę się doczekać!!!!!
    ~ZUZU~

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejkuuuu boskie ������������ dziewczyno jak ty to robisz, że tak cudownie piszesz ���������� / Aneta ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Super!Kiedy następny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego usunęłaś Oficjalny blog o Bars and Melody???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako blog? To jedyny o BAM, którym się zajęłam....
      Aktualnie jest zawieszony, bo moja wena się ulotniła.

      Usuń
  7. Omg majlepszy jaki vzytakam :3

    OdpowiedzUsuń
  8. a gdzie następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepszy blog o BAM ever!! Dziewczyno jesteś niesamowita!! ♥ Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy następny ? Ten blog mni sie bardzo podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super ❤️ Świetnie piszesz 👑👑

    OdpowiedzUsuń
  12. <33333333 Kurde I'm love it <3 ~Aga

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam tylko jedno do dopowiedzenia masz ogromny talent w przyszłości musisz wydać książkę wbijajcie na mojego bloga o Jdabrowskim ;)
    www.jdabrowskiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń