niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 3 ,,Zabiję ją"

*Patrycja*
    Elo! - zawołał jakiś głos.
 - Matko święta - mruknęłam do poduszki i postanowiłam zakryć nią głowę. Idź sobie, pomyślałam.
 - Nie matkuj mi tu - zaśmiała się Ewela, wpychając się na aktualnie m o j e  łóżko. - I święta na bank nie jestem - zachichotała.
       Przewróciłam oczami, czego rzecz jasna, nie mogła zobaczyć. To taka irytująca istota! Coś jak starsza siostra urodzona u nie tej mamy. Tak dla przypomnienia, nasze mamy są siostrami. Przy czym na moje cudowne szczęście jest starsza ode mnie o ponad dwa lata. Ja dziesiąty września zero jeden, ona dwudziesty trzeci maja dziewięć dziewięć*. W zasadzie, dziwię się, że już znalazła chłopaka na poważnie. Mnie się to uda może za pół wieku... Wciąż jednak nie potrafię zrozumieć, jakim cudem jest z facetem, którego hymn to Hollywood Undead - Everywhere I Go. Piosenka gorsza od ,,Anacondy" Nicki Minaj... Rytm co prawda fajny, ale tekst... aj... brak słów...
     Ale odeszłam od tematu. Trzepano mną we wszystkie strony niemal jak jakimś shake'm.
 - Wstawaj! Masz godzinkę do wyjścia na plażę z naszymi nowymi znajomymi! - krzyknęła z przesadnym entuzjazmem.
 - Wal się - odwróciłam się na drugi bok. Usłyszałam westchnienie. - Nie idę.
       Chwila podejrzanej ciszy. Uchyliłam oko a tam stała moja kochana i jakże najcudowniejsza kuzyneczka ze swoim psychopatycznym uśmieszkiem. Więcej nie zdążyłam zobaczyć, bo zimna ciecz spłynęła mi po twarzy.
 - Wygrałaś - rzuciłam, podnosząc się.
       Ewelina w podskokach ruszyła do odrzwi i zniknęła za nimi.
 - Zabije ją - powiedziałam, patrząc na zegarek.
      Świetna ,,godzinka". Siódma rano, kiedy spotkanie jest d o p i e r o  wpół do jedenastej!

*Ewelina*
     Z szerokim uśmiechem przygotowywałam kanapki z nutellą. Usłyszałam kroki i bez patrzenia wiedziałam, że moja krewniaczka o blond włosach raczyła zwlec się z wyrka.
 - Nadejdzie taki dzień, kiedy zginiesz marnie - powiedziała ze śmiertelna powagą, idąc w moim kierunku w stylu zombie.
 - Wiesz, jest kolejka, także poczekasz. Po za tym, mam zajęty grafik na najbliższe piętnaście lat, tak że wiesz - odpowiedziałam, naśladując jej ton.
 - Rodzina ma pierwszeństwo - odburknęła ignorując moje ostatnie słowa i ukradła mi talerz z przed nosa. Już szła do siebie, kiedy gwałtownie zawróciła - Do cholery, Ewelina, są wakacje! W A K A C J E!
 - A ty w te W A K A C J E moze spotkałaś faceta swoich M A R Z E Ń! - potrząsnęłam nią i odzyskałam swój talerz.
 - Jeśli mówisz o Leondre, to raczej poza schemat przyjaźni to nie wyjdzie - przewróciła oczami.
 - Takh miślysch? - powiedziałam z pełną buzią, po czym przełknęłam kęs. - Może tak, może nie. Czemu by nie spróbować? Wiesz, ze mną i z Natem też zaczęło się od przyjaźni.
 - Nie uważasz, że mieszkamy zbyt daleko od siebie?  - uniosła brwi.
 - Pati, Pati, Pati - pokręciłam głową. - Co tam kilometry, miłość się liczy! - zaśmiałam się i odbiłam lecącą we mnie poduszkę z salonu.
       Zwłaszcza, że t w ó j facet śpiewa, dodała moja podświadomość, ale nie powiedziałam tego Patce.

*Patrycja*
     Kiedy skończyłam podkradać Eweli kanapki z talerza, włączyłyśmy sobie szóstą część Harry'ego Pottera. Zatraciłam się w filmie. Coś do mnie jednak dotarło. W domu było zbyt cicho.
 - A gdzie twoja rodzinka? - zapytałam, obserwując pijaną Hermionę.
 - Hmmm... A wiesz, że nie wiem? - rzekła.
      Wzięła swój telefon, na którego tapecie widniała myszka Miki z środkowymi palcami zasłaniającymi oczy i wybrała numer swojej mamy.
 - No hej, gdzie jesteście? - zapytała komórki. - Ale czemu nie wzięliście nas? ... Mamo... Wiem... Tak... Będę na plaży... - dłuższa cisza, westchnienie. - Z Leo i Charlim... Nie martw się o to. Buziaki, paa.
   Rozłączyła się i przewróciła oczami.
 - Są w Aquaparku, a właściwie dojeżdżają  - powiedziała z lekkim skrzywieniem. - Dwie godziny jazdy.

       Nadszedł czas na przyszykowanie się do wyjścia. Ewela założyła krótkie jeansowe spodenki i pomarańczowy top, a ja z kolei jasne spodenki, też jeansowe i fioletową mgiełkę bez rękawów. Problem w tym, że nie ugadaliśmy się na miejsce spotkania. Postanowiłyśmy zatem pójść tam, gdzie spotkałam Leo po raz pierwszy - koło budki z lodami na zachodniej plaży. W zasadzie oni chyba pomyśleli o tym samym miejscu, po na horyzoncie zamigotały dwie dobrze nam znane sylwetki. Od razu się uśmiechnęłam. Miałam ochotę tam podbiec, ale stwierdziłam, że to będzie głupio wyglądać.
       Kiedy byłyśmy już wystarczająco blisko, zawołałyśmy ,,Cześć".

*2001 i 1999
~~~~~~~~~
Wstawiam wam to, bo.., w zasadzie - nie wiem, czemu. Ten blog coś nie rusza i szybko nie zaczne, a jeśli nawet, to przerwy będą właśnie takie - kilkumiesięczne.
Przepraszam bardzo tych wszystkich za to, że czekaliście. Nie wiem, czy ktoś w ogóle jeszcze tu jest. Nie rozumiem tego, że blog na który kompletnie nie mam weny ma wiąkszą popularność od tych skończonych.
No, nie ważne...
Lusia
*Przeczytałeś/aś - zostaw komentarz*